|
Od kilkunastu lat lekarze obserwują wzrost schorzeń alergicznych. Tradycyjne metody leczenia często zawodzą lub służą jedynie zaleczeniu objawów. A przecież wiele rodzajów alergii rodzi się w naszych umysłach, kiedy alergicznie reagujemy na nauczycieli w szkole, teściową, współpracowników, stresujące sytuacje. To też alergie, ale bardzo specyficzne, wymagające zupełnie innych metod leczenia.
Pozytywna siła myśli, które wpływają na nasze dobre przekonania i poglądy o nas samych jest najsilniejszym lekiem dotąd poznanym - przekonuje autor. Jego zdaniem, może ona być doskonałym środkiem wspomagajacym przy leczeniu nie tylko objawów alergii, ale także eliminowaniu sytuacji alergogennych. Dzięki książce zmienisz dotychczasowy sposób odżywiania, odkryjesz moc korzystnych kontaktów międzyludzkich, psychoterapii czy homeopatii. Przekonaj się, że samo leczenie to za mało, bowiem ważne jest, by nauczyć się docierać do źródeł alergii i stopniowo je eliminować. Spis treści:
Rozdział 1. Drzewo Życia..... 7
Rozdział 2. Alergia, czyli nadwrażliwość..... 15
Rozdział 3. Jeśli choroba, to co dalej?..... 25
Rozdział 4. Siedem poziomów myślenia..... 35
Rozdział 5. Człowiek - Ludzie..... 47
Rozdział 6. Historia pięciu żywiołów..... 55
Rozdział 7. Jak to wykorzystać?..... 63
Rozdział 8. Rozmowa z naszym ciałem..... 67
Rozdział 9. Jeszcze inne podejście..... 77
Rozdział 10. Rozmowa z duszą..... 85
Rozdział 11. Poziomy leczenia..... 87
Rozdział 12. Tajne i jawne objawy..... 95
Rozdział 13. Drzewo genealogiczne..... 105
Rozdział 14. Walc na dwa fortepiany i altówkę..... 115
Rozdział 15. Choroba jako lekcja, czyli o jacudowcach słów kilka..... 119
Rozdział 16. Sztuka samoleczenia, czyli test z wyspy bezludnej..... 121
Rozdział 17. Schody w górę, schody w dół..... 129
Zakończenie..... 140 Fragment:
Tajne i jawne objawy, które towarzyszą naszemu życiu mogą być każdorazowo rozpatrywane na wszystkich siedmiu poziomach, jednakże tak jakoś bywa, że im wyżej, tym czasem trudniej. Objawy tajne to te, których do tej pory nie odkryliśmy, a tym bardziej ich przyczyny. Innymi słowy, może to być choroba wewnętrzna, która dopiero przygotowuje się do eksplozji organiczno-narządowej, czyli do całej masy jawnych objawów. Objawy jawne to te, które są już widoczne i wydają się być zrozumiałe, jednakże przyczynowe drugie dno często może nas zaskakiwać nawrotami.
Tajne i jawne alergie
Od kilkunastu lat obserwujemy wzrost schorzeń alergicznych, objawy są wyraźne i jawne, przyczyny często ukryte. Niejednokrotnie skutkiem tego tracimy czas i pieniądze na usuwanie spostrzeganych objawów. Możemy oczywiście dotrzeć do przyczyny spoglądając na nasze rodzinne życie z innego wyższego poziomu niż sam objaw, ale to wymaga wysiłku i rozwoju. Tłumiąc objawy sprawiamy, że choroba wycofuje się w głąb, po to, by po jakimś czasie uderzyć ze zdwojoną siłą. Czy to, co prezentuje nasza skóra, drzewo oskrzelowe, jelita to zawsze tylko objawy alergiczne?
Kiedyś myślałem, że tak i kiedy pojawiał się w moim gabinecie pacjent z objawami astmy oskrzelowej poszukiwałem przyczyny poprzez testy alergenów wziewnych i oczywiście prawie zawsze tak było, że przyczynę znajdowałem - w postaci nadwrażliwości. Często leczenie alergii wziewnej, nawet to łagodne biorezonansowe, dawało pełne efekty, jednak po paru latach wspomniana alergia powracała, dając mi powody do refleksji i głębszych przemyśleń. Przypadki sprawiały, że pojawiały się kolejne odkrycia. Pierwsze to uzupełnienie testów wziewnych testami pokarmowymi. Okazało się, że piękne efekty przy astmie daje samo odstawienie mleka czy też pszenicy. Trudniej było o tak znaczące efekty w przypadku wyraźnych pojedynczych alergii pokarmowych. Oczywiście testowałem i dodatki spożywcze i grzyby pleśniowe, i obciążenie geopatyczne, ale w głębi czułem, że to coś w postaci objawu schowane jest gdzieś dalej. Znacznym uzupełnieniem terapii okazało się być leczenie homeopatyczne - szczegółowy wywiad niesie w sobie mnóstwo dodatkowych informacji, które mogą nakierować nas na lek o głębokim działaniu. Niestety jedną z przyczyn, z powodu których homeopatia jest niekoniecznie lubiana jest to, że może na początku leczenia dawać objawy wyrzucania choroby na zewnątrz. Nie każdy lubi jak niewielki, acz długotrwały katar zamienia się w intensywny ropny kaszel, który przez wprawnego homeopatę witany jest radośnie i co gorsza nie powoduje żadnych z jego strony interwencji oprócz jednej - proszę czekać. Homeopatia potrafi odkrywać dawne urazy i rany, a poprzez uzewnętrznianie ich, wyrzucanie na zewnątrz, powoduje zdrowienie. Właśnie takie uleczenie odbywa się często pośród objawów kaszlu, kataru i cuchnących biegunek, choć nie tylko, cuda objawowe mogą być różnej urody. Ochotników na dobrowolne oczyszczanie organizmu tą metodą mało. Oczywiście ich ilość rośnie wprost proporcjonalnie do pogorszenia samopoczucia, to jednak jest typowe zjawisko dla zachodniego typu leczenia. Medycyna Wschodu bardziej wyczulona jest na leczenie przyczyn w samym zalążku.
Innym powodem decydującym o przejściu na leczenie homeopatyczne może być zniechęcenie do dotychczasowego modelu leczenia lub jednoznaczna strasząca diagnoza wygłoszona przez lekarza lubującego się w swoim sprawstwie. Proponuję jednak zdać sobie sprawę z tego, że im głębiej zakopane dotychczasowe objawy, tym leczenie i wyrzucenie przyczyny na powierzchnię może trwać dłużej.
Zaleczać czy leczyć?
Zanim postaram się odpowiedzieć na to pytanie, pozwolę sobie na odrobinę refleksji dotyczącej czegoś, co możemy nazwać ?przemysłem leczenia?. Nazwa przemysł nie dotyczy li tylko wielokrotnie krytykowanych koncernów farmaceutycznych.
Zdrowie, to produkt, to dobrostan, to dobro, do którego dąży wielu z nas. Dążenie to jest wprost proporcjonalne do objawów chorobowych, które z czasem pojawiają się w naszym życiu. Im więcej objawów, tym pragnienie powrotu do zdrowia większe, a ze względu na to, że powikłaniami braku zdrowia są pogarszające się samopoczucie, a czasem śmierć, okazuje się co następuje: Jest na czym ubić interes, i to niezły.
Kiedyś myślałem, że ubijanie interesu odbywa się tylko w oficjalnych fabrykach chemiczno-farmaceutycznych, obecnie jednak postrzegam, iż oczy szeroko otwarte warto mięć wszędzie i cały czas.
Jakoś tak się dzieje, że narzuty produkcyjne na produkty zdrowotne przekraczają sto procent, a czasem nawet i tysiąc procent. Oznacza to ni mniej ni więcej, że produkcja może kosztować 4 złote, a sprzedaż produktu finalnego - ?cudowne zioło? odbywa się w granicach np. 150 zł (przykład z życia wzięty).
Ogólnie panuje przekonanie dość prawdziwe, że niektóre firmy farmaceutyczne ubijają kokosowe interesy na swoich produktach, a krążące wokół tego spiskowe teorie dziejów wielokrotnie bliskie są prawdy.
Od pewnego czasu bacznie obserwuję, jak w silnym tempie rośnie rynek suplementów żywieniowych połączony z systemem sprzedaży sieciowej. Produkty są oczywiście naturalne, choć nie wszystkie, natomiast system motywacji finansowej, a czasem inwigilacji psychologicznej, daleki jest od naturalnego. W trakcie każdego procesu leczenia warto zwracać baczną uwagę na to - kto to robi i jak to robi. Niestety czasem mamona zaślepia nasz ośrodkowy układ wykonawczy i wtedy sztuka leczenia staje się sztuką liczenia. W tym momencie wydaje się być zasadne powtórzenie pytania: zaleczyć czy leczyć?
Pacjent wyleczony idzie do domu, zaleczony/postraszony wraca - odpowiednie proszę skreślić samemu. Osobiście myślę, że leczyć SIĘ - w dobry i konsekwentny dla siebie sposób. Sposób doboru terapeuty czy osoby wspomagającej powinien odbywać się w zgodzie z samym sobą. Oczywiście najlepiej samemu poczuć, że tylko My mamy największy wpływ na to, co dzieje się z naszym ciałem. Reszta to uzupełnienie! Skoro mamy wpływ na siebie, to możemy się spodziewać, że od nas samych zależy, czy chcemy leczyć czy zaleczyć.
Ale skąd wobec powyższego mamy wiedzieć, co jest leczeniem, a co zaleczaniem? Od pewnego czasu ze zgrozą konstatuję fakt, że na naukę zachowań pro-zdrowotnych poświęcamy mniej czasu niż na naukę historii, matematyki czy fizyki. Wprawdzie w każdym przedmiocie biologiczno-chemicznym, biofizycznym również znajdujemy podstawy elementów działania naszego organizmu, jednakże w ludowym dochodzeniu do zdrowia posługujemy się archetypami przekazów ustnych naszych przodków i przodków naszych sąsiadów. W ten sposób tworzy się granica pomiędzy trochę wyśmiewanym nurtem wierzeń i zabobonów a naukową działalnością z drugiej strony.
Głównym argumentem obalającym stare ludowe sposoby leczenia jest pozornie wielka naukowość odkryć medycznych. Przypomina mi to obraz profesora z wesela wiejskiego, który próbuje po wypiciu wódki opowiedzieć o wyższości mazidła nad gęsiną, efekt - ludzie przez dwa tygodnie używają mazidła, by powrócić do znanej gęsiny ponownie, tym razem z jeszcze głębszą wiarą w gęsinę oczywiście. Niestety i w obecnych czasach działka medyczna dość często prezentuje nurt: ?A co wy tam wiecie o leczeniu? i kierując się tajemniczymi nazwami i mechanizmami ustala reguły gry medycznej. Jakiekolwiek próby klienta decydowania o sobie samym traktuje z rodzicielskim gniewem i pokrzykiwaniem na wymienionego właśnie. Ale wspomniany schemat nie dotyczy jedynie środowiska medycznego. My to w sobie mamy jako ludzie, że często uwielbiamy doradzać i pomysły innych traktujemy jako niedorzeczne.
Tymczasem jeśli możemy, decydujmy o leczeniu sami i trzymajmy się tego, a to jak wykorzystamy dobre porady, zależy już od nas samych. Żadne, nawet najdroższe zioło, żaden, nawet najlepszy terapeuta lub urządzenie nie zadziała dopóki nie damy sobie zgody na wyleczenie. Bo gdyby tak pomyśleć, to czy choroby dane nam są po to, by podróżować po gabinetach terapeutycznych, czy po to, by poszukiwać drogi rozwiązania? Jakoś nie wydaje mi się, byśmy zaplanowali sobie w życiu rozwiązanie krzyżówki czy też labiryntu, gdzie wejście opisane jest nazwą choroby, a wyjście przechodząc poprzez tajemnicze procedury dochodzi do napisu ?właściwy lek do końca życia?. Bardziej postrzegam to jako poszukiwanie, proces pomiędzy stanem zdrowia, błędu życiowego, poszukiwania nowej drogi i ponownego zdrowia, ale już na innym poziomie rozwoju. |