|
Włodzimierz H. Zylbertal, ur. 1960, absolwent wydziału filologii, filozof, astrolog, badacz, autor wielu książek m.in.: Kosmiczny dar tożsamości, Miejscem człowieka jest Ziemia oraz wielu publikacji prasowych. W latach 1992-2001 wykładowca astrologii, numerologii i ekofilozofii w Studium Edukacji Ekologicznej we Wrocławiu. Obecnie wykładowca Studium Psychologii Psychotronicznej w Białymstoku.
Zgłębianie tajemnic astrologii, czyli wpływu sił kosmosu na nasze życie trwa od tysiącleci. Człowiek od zawsze pragnął poznać przyszłość i bieg wydarzeń. W tym celu zaczął interesować się astrologią. Mylnym jest jednak pogląd, że astrologia daje gotowe rozwiązania problemów. Wskazuje ona raczej możliwości oraz ograniczenia w naszym życiu.
Zwracam się z uprzejmą prośbą o uważne przeczytanie tej książki. Prośbę swą motywuję tym, iż uważam, że każdy czytelnik po tej lekturze będzie lepiej rozumiał, czym jest astrologia i jakie może być jej miejsce w poprawie jakości życia każdego z nas.
Autor Spis treści:
Od Autora......7
Godność astrologii..... 11
Słowo o Wielkim Krzyżu..... 17
O lekarzach, horoskopach i wszechwiedzących uzdrowicielach..... 27
Nerwowy chichot racjonalisty ..... 33
Astronom astrologiem, czyli niewczesny pogrzeb metafizyki ..... 39
Mistyka, precyzja nauki i zapomniana rola artysty ..... 45
Horoskopy z małych miasteczek ..... 51
Astrolog obywatel ..... 57
Czy mistrz duchowy musi być powszechnie znany? ..... 63
Zgorszenie w aptece albo mały traktat o tolerancji ..... 69
Mój pozytywizm..... 75
Straszliwa pułapka memetyki ..... 81
Śpiewka o śmierci ..... 87
Ja, Paracelsus ..... 93
Dlaczego astrologia straszy? ..... 97
Mali zapomnieni książęta ..... 103
Ezoteryka faktów dokonanych..... 109
Wahadełko, powiedz przecie........ 115
Jak trwoga to do astrologa..... 121
Casus Septymiusza Sewera..... 125
Dlaczego astrolog musi trafnie prognozować?..... 129
Horoskop to kiepska przytulanka..... 135
Najtrudniej najzwyklejszym..... 139
W sprawie wróżenia przez periodyki, radio i telewizję..... 145
Wolność od horoskopu?..... 149
Wróżyć każdy może..... 155
Astrologia i psychologia, czyli w sprawie słuszności..... 159
Tak dużo liczb, czyli o warsztacie pracy profesjonalnego numerologa..... 163
O nisko płatnej pracy uświadamiania..... 167
Dyskretny urok astralistyki..... 175
Psychotronika w służbie Nowej Filozofii..... 185 Fragment:
Skrajnie agresywne, fundamentalistyczne postawy wobec astrologii są dziś coraz rzadsze. Ale ilekroć astrolog pojawia się w większym towarzystwie i przyzna do swojego powołania, tylekroć doświadcza osobliwego rozdwojenia świadomości: część zgromadzonych uzna go za sensację towarzyską i zacznie pytać ?a co pan sądzi o Baranie? (bardziej uświadomieni podadzą datę i dokładną godzinę urodzenia), druga część spojrzy wzrokiem, powiedzmy, dziwnym i raczej nie będzie zdradzać ochoty do bliższej poufałości. Tym samym astrolog staje się, chcąc nie chcąc, socjologiem-amatorem i sonduje stan świadomości społecznej z wynikiem, jaki przed chwilą opisano.
Obecny status społeczny astrologii (i innych nauk tajemnych) jest cokolwiek schizofreniczny. Oficjalna nauka, oficjalna religia, oficjalna propaganda i oficjalna oświata - cztery najpotężniejsze matryce świadomości społecznej - astrologię potępiają. A jednocześnie mamy, jak nigdy dotąd, zalew literatury dotyczącej astrologii i innych dywinacji. Jednocześnie gabinety wróżb mnożą się błyskawicznie i nic nie zapowiada zmierzchu tego procesu. Gośćmi tych gabinetów bywają wcale nie biedni i ciemni, przesądni ludzie ale coraz częściej członkowie tych samych elit, które wróżbiarstwo oficjalnie potępiają. Ceny tego typu usług też raczej nie są skalkulowane dla ciemnych biedaków.
Można tłumaczyć to modą, która minie jak każda inna. Ale można spojrzeć inaczej: nie jak na dekadenckie i milenarystyczne zachcianki, lecz jak na element większej całości. Całości, której symbolem jest wydana niedawno i w Polsce książka Johna Horgana Koniec nauki z dramatycznym pytaniem postawionym w ostatnim zdaniu: w co teraz wierzyć? Symbolem takim mogą być popularne i u nas książki niemieckiego księdza Eugena Drewermana, ukazujące już nie kolejne herezje, lecz strukturalny i permanentny właściwie kryzys instytucjonalnej religii. Symbolem może też być coraz większe, spontaniczne zainteresowanie młodzieży ich kosmiczną tożsamością, zainteresowanie - dodajmy - narastające wbrew propagandzie szkolnej i katechetycznej. A już kto jak kto, ale astrolog symbole czytać powinien umieć perfekcyjnie.
Coraz wyraźniej widać, że zainteresowanie astrologią nie jest wbrew przekonaniu części luminarzy świata kultury, nauki i religii jakimiś ubocznym kosztem postępu, lecz raczej świadectwem dokonującego się przełomu kulturowego. Przełomy takie, jak świat światem, niewiele przejmowały się działaniami administracji, mającymi im zapobiec. Lepszym chyba wyjściem jest przejęcie kontroli nad tym procesem, próba zrozumienia treści jakie właśnie domagają się artykulacji, no i zadbanie, by ta artykulacja nie odbywała się na poziomie brukowych wydawnictw i szukania tanich sensacji.
Początkiem opanowania tego żywiołu jest niewątpliwie ustabilizowanie sytuacji społeczno-prawnej astrologa: uznanie jego specjalności zawodowej oraz ustalenie kryteriów weryfikacji zawodowej. Potrzebne jest poparcie czynników oficjalnych dla placówek oświatowych podających tę szokującą dziś wiedzę w sposób odpowiednio wyważony i krytyczny, koniecznie z pierwszej ręki - przez wysoko kwalifikowanych, uznanych wykładowców, którzy, nie wyrzekając się swych niemożliwych często do naukowego udowodnienia przekonań, nie unikają jednocześnie dialogu ze światem nauki. Warto życzliwie przyjrzeć się próbom usystematyzowania nowych treści nauczania w programy. Wreszcie przydałoby się poparcie dla wszelkich prób, jakie podejmują entuzjaści i praktycy nowej wiedzy, by znaleźć miejsce w życiu dla siebie i wyznawanych przez siebie poglądów.
Im prędzej administracja państwa pojmie tę prawdę i stworzy warunki do rozwinięcia kształcenia i weryfikacji w nowych dziedzinach na dobrym, standaryzowanym wymogami resortowymi, kuratoryjnymi lub ministerialnymi poziomie, tym prędzej skończy się zalew szarlatanów, korzystających z zagubienia i zdezorientowania współczesnego społeczeństwa.
Jeżeli wiedza zwana dawniej królewską nie ma się dziś zdegenerować do poziomu bełkotu rozmaitych wysługujących się nią bez poważniejszej znajomości przedmiotu zbawicieli - musi uzyskać sankcję wiedzy przynajmniej półoficjalnej, tzn. nie domagającej się jakiegoś wielkiego poparcia (za co go w dzisiejszej Polsce udzielać?), ale przynajmniej tyle, żeby nie rzucać jej kłód pod nogi. Żeby przedstawiciele administracji państwa nie utrudniali stworzenia jakichś norm i standardów, którymi można by mierzyć poziom zawodowy ludzi, tytułujących się astrologami.
Potrzeba ta jest tym pilniejsza, że już widać, jakie szkody wyrządziło lekceważenie bioenergoterapii i zjawisk pokrewnych; zanim środowiska lekarskie zorientowały się w wymiarze zjawiska, już iluś tam uzdrawiaczy odciągnęło ludzi od leczenia, mamiąc wątpliwej jakości cudami. W tym zalewie zaginęło wielu ludzi autentycznie utalentowanych, mogących nieść pomoc innym i nawiązać twórczy dialog z medycyną akademicką.
Jeśli to zjawisko nie ma przenieść się piętro wyżej do sfery psychicznej, zanim namnoży się samozwańczych lekarzy duszy, bez przygotowania i bez elementarnej choćby etyki zawodowej - lepiej wziąć się do sprawy poważnie, nie udając, że jej nie ma.
Postulowany status astrologa dopiero zaczyna się kształtować. Jest wprawdzie w oficjalnym wykazie zawodów Ministerstwa Pracy pod numerem wpisu 5150201 zawód astrolog, ale nie czarujmy się, to nie z szacunku dla wiedzy królewskiej, lecz dla łatwiejszego opodatkowania wszystkich, którzy za horoskopy pobierają pieniądze. Szanse na rozwinięcie pozafiskalne astrologii, np. na uznanie przez MEN jakiegoś programu kształcenia w tym zawodzie - chwilowo są żadne. Sam taki program napisałem i szybko mi ową żadność szans uświadomiono. No ale póki co, lepszy wpis niż nic.
Bardziej istotnym niż wpisy ministerialne elementem społecznej świadomości astrologicznej powinna być świadomość tak użyteczności, jak ograniczeń astrologii. Tego też nie ma, co dowodnie widać choćby po klientach astrologów: stosunkowo rzadkie są przypadki konkretnych pytań, na które horoskop potrafi odpowiedzieć, częściej przychodzą ludzie z ciekawości lub zachęceni przez kolegów, znajomych i przyjaciół, traktując wizytę u astrologa jako element presji towarzyskiej. Jeśli astrolog jest profesjonalistą w swoim fachu, to oczywiście bez trudu przemieni taką, płochą ciekawością powodowaną, wizytę w fascynującą przygodę. Ale o szerszej społecznej recepcji astrologii mówić by tu raczej trudno.
Co astrologia umie, powie każdy jako tako obyty z jej regułami człowiek: że dobrze opisuje psychikę, stan zdrowia, predyspozycje i talenty jednostki; że rzadko myli się odnośnie wyboru szkoły, zawodu i środowiska życia; że jest jedną z najlepszych znanych ludzkości technik doboru partnerów, małżeństw i wspólników; że umie wskazać z dowolnym wyprzedzeniem czasowym charakter, a nierzadko i wydarzenia jakiegoś okresu życia; że jest wiedzą zdolną przywrócić człowiekowi zachwianą lub utraconą tożsamość: że to nieoceniona pomocnica psychologii i psychoterapii; że osobisty horoskop to bezbłędny drogowskaz rozwoju duchowego. I tak dalej... Aliści, te prawdziwe skarby astrologii wciąż są niedostrzegane, a ona sama istnieje w szerszej świadomości od fajerwerku do fajerwerku, od jednej udanej przepowiedni do drugiej. Pospolituje się ona w horoskopach gazetowych, w broszurach z tytułem Twój Znak na okładce... i czeka na pełnię swoich praw obywatelskich. Na zrozumienie swej odrębności i specyfiki. A to niewiele, jeśli zważyć korzyści, jakie z Obywatelki Astrologii mogą odnieść inni Obywatele, tych prominentnych nie wyłączając. |